Tęsknie.













mam na myśli błogie
rąk błądzenie
zapach oddechu
i jedwab warg
dotyk włosów
na mych udach
chłód wiatru tańczącego
z wilgocią pleców

gdzie jesteś rozpustny
panie mych oddechów
kiedy w sennej stacji
wsiądziesz w wagon
mej realności

czekam na ciebie wśród
kamienic pustostanu
w uschniętym badylu
dawno nie podlewanych donic
w tęsknocie palców rozedrganych
pościelą twoich pleców

Zaklęta












śniłam, że jesteś
rzeźbiarzem artystą,
a ja materią
uległą – pomysłom.

jak to się stało?
już nie pamiętam,
w finezję dłoni
zostałam zaklęta.

całą maestrię
wziąłeś poetom,
z rozkoszą poczułam,
że jestem kobietą.

co noc obsesyjne
się tulą nastroje,
że to, co stworzyłeś
jest tylko twoje.

Sekrety.












W ogrom pragnień
świadomie wtapiam
niepokorne myśli.
Kołysząc namiętnie,
szeptem
poezji zalewam serce.
Dotykiem palców,
spijam
namiętne pocałunki,
tańcząc w rytmie miłości.

Odliczam czas,
by nieprzytomne zmysły
spętać węzłem rozkoszy.
Kosztując nieskończenie
słodyczy ust,
odziać ciało twoich rąk uwielbieniem.
Kochać się…
delikatnie,
szalenie.
By potem wykrzyczeć,
co skrywa stęsknione serce.

Zapach szczęścia.













Mała dziewczynka płacze, bo jest głodna. Dojrzewająca płacze, bo szaleja hormony, rozstała się z chłopakiem.
Dojrzała Kobieta płacze, bo ma problemy rodzinne.
I tak średnio drogie Panie w ciągu swojego całego życia przepłakujemy 16 miesięcy.
Łącznie 12 tysięcy godzin spędzamy rozładowując emocje płacząc.
Niestety większość, to łzy bólu, żalu i nieszczęścia..
Więc mała rada, może te łzy które płynął z radości, warto zbierać we flakonik po perfumach i w kolejnych smutnych chwilach otworzyć go i przypomnieć sobie jak pachnie szczęście..


Nogi Ew. kiedyś z drogi na Kazimierz ;)

Mrok na schodach, pustka w domu.













W mrocznych salach wernisażu
nikt nie zgadnie, co się dzieje.
Biała Dama, ta z obrazu
wzrok przyciąga zmysłów dzieje.

Nocą błąka się w komnatach
duch miłości niespełnionej.
Mglista postać, cała w kwiatach
empirycznej narzeczonej.

Widmo grzechu w podczerwieni
nagim ciałem rozporządza.
Rozpalona aż się mieni
fanatyczna uczuć żądza.

Cała drżąca z namiętności
jak pantera się wygina.
Osobliwy duch czystości
pragnie zjawy - cud Merlina.

Piękny rycerz, w aparycji
do drgających nóg upada.
Zapach fiołków w kompozycji
posmak piżma - galopada.

Heban łoża, duch w komnacie
włos zwichrzony i posłanie.
Krater łona w amarancie
skonsumuje rajskie danie.

Rapier zrywa cnoty pęta
ostrą klingę łono wchłania.
Orgia zmysłów niepojęta
z dzikiej kotki - słodka łania.



W przypływie weny, powstało coś czego nie umiem określić.
Wiem, kto się do tego przyczynił, wiem, kto mnie zainspirował. Ale rymy podpowiadał ktoś inny.

Niepokorna.














niepokorna
jak piasek na wietrze
bo czekam
na deszcz twoich spojrzeń

przesypię się cicho
po papilarach twych dłoni
oddechem zbudzonym
bezwstydnie

ustanę,
przylgnę zmoczona
błogim utęsknieniem
do ust rozchylonych
lubieżnie

i rozmyję się
grzeszna
w oceanie twych szeptów

Kochankowie.












W antracycie
westchnienie
płonęło

Krew w żyłach
nagle się
ścięła

Apogeum pragnień
bez echa
minęło

Cisza purpurą
rozkoszy
krzyknęła

Upojeni
z belladonny
wywarem

Snem kamiennym
kochankowie
posnęli

Odurzeni nocy
narkotycznym
czarem

Nie wiedzą dziś sami
czy choć przez chwile
naprawdę istnieli...

Obraz.












miłości farbami mnie maluj
na płótnie w sercu rozpiętym
obrazem zostanę w duszy
w świecie marzeń zaklętym.

naszkicuj kształty marzeniem
kreską im nadaj boskości
opleć pędzla dotykiem
barwą otul miłości.

usta pokryj karminem
włosy kłosem pomaluj
oczy błękitem chabrów
z myśli tęsknych wyczaruj.

ciało rozpieść natchnieniem
w drżeniu sennym skąpane
uchwyć w akcie spełnienia
myśli w wierszach zebrane.

Ach, bezwstydna!













Wyspą mych pragnień Twoje ramiona
Gdy mnie otulasz nimi stęskniony
Pospiesznie kradnąc z ust pocałunek
Cichutko wiodąc w ogród wyśniony.

Kwiaty w nim kwitną naszych fantazji
Po łuku tęczy biegną Twe dłonie
Rozpalasz zmysły ogniem rozkoszy
Już cały ogród miłością płonie.

Twe pocałunki chłodzą me ciało
Kołyska czule buja marzenia
Znów się zatapiam w Twoje ramiona
Wtulona tęsknie – po kraj spełnienia.

Imię Róży.














Wejdź - Zapraszam Miły do mojego ogrodu.
Przedstawię Cię róży - pierwszej z najpiękniejszych,
tej, wyczarowanej szmaragdami nadziei,
tęsknotami zmierzchów - samotnic najsmutniejszych.


Spójrz, pokorny ukłon składa dumnym rozkwitem.
Gestem uniżenia - zaprasza przyzwoleniem...
Pieści marzeniami, zapachem, aksamitem,
tajemnic odkryciem, wnętrza udostępnieniem…

Rozgarnij jej płatki jednym, szybkim dotykiem,
tak, by pozostała wilgoć rosy błyszcząca,
niczym łza na palcach, zakrzepły kryształ soli,
radość i boleść brylantami się skrząca.

Wyciągnij dłoń. Sięgnij. Mów głośno, z zachwytem.
Zatop w jej sercu pożądliwe spojrzenie.
Obnażaj pieszczotą, by sycić wzrok widokiem,
jak rodzi się rozkosz, w spełnieniu pragnienie...

A może zapragniesz poznać jej wilgoci smak,
zbliżeniem ust swoich, muśnięciem, żaru tchnieniem?
Skosztuj. Zrób to. Może już nigdy nie będziesz chciał,
opuścić ogrodu? Niech rozkwitnie - spełnieniem...

Noc nas otuli.












Księżyc czule szepcze do ucha
podniecające wiersze
wzmaga mą rozkosz ta noc głucha
i uniesienie pierwsze

Słowa nasączone w słodkim winie
Tumanią lecz mnie nie przestraszą
Choć wartkim strumieniem płynie
Nektar z owoców, co pragnienie gaszą

Uciekam myślami w marzenia
Opleciona twymi ramionami
Obłokami ust sunę w krainę zapomnienia
Wargami pląsamy, a niebo nad nami

Mieni się od srebrnych pocałunków
Roztaczając wokół zmysłowy czar
Ciepłych, miłosnych dźwięków
I nocnych płonących mar

Tylko my nad jeziorem
Wymieniamy się uśmiechami
Całe sioło okryło się kolorem
I cicho zrobiło się pod dachami

Perwersyjna!













Siadamy przy kominku, we dwoje
za oknem już noc
ogień smolne szczapy chłonie
pocałunki
na żywicznych ustach składa
tuli i pieści brzozowe drwa
na wełnianym dywanie
tylko Ty i ja...

Wyciągasz do mnie
ciepłą dłoń
czule moją całujesz skroń
i oczy i wargi
namiętnością
gasisz słowa skargi
na życie i ból
na ciężki los mój
myśleć o troskach nie pozwalasz
rozkoszy ognie we mnie
znów rozpalasz
i żądzę...i miłości głód...

W ciepłym blasku ogniska
grzejemy swoje ciała
z kominka skra pryska
a ja szeptem Tobie mówię
czego jeszcze bym chciała

Ty słuchasz cierpliwie
palcami wodzisz jeszcze
i obejmujesz tkliwie
wzbudzając nowe dreszcze
i całujesz i kochasz...

A płomienie dwa
oplotły się znów
i tańczą i współgrają
i miłość sobie wciąż wyznają

Staję się Twoja.












Staję się twoja
coraz bardziej twoja
z każdym dotykiem
oddechem co błądzi
po zakamarkach
mojego pragnienia
staję się twoja
po krańce istnienia


Świece na stole
jak namiętność płoną
płatki rozkoszy
w różanej pościeli
wtapiam się w ciebie
zachłannością swoją
w chwili gdy spadasz
szalonym spełnieniem


Jestem twoja
cała tylko twoja
po krańce bytu
który we mnie drzemie
ja niewolnica i twoja królowa
diablica i anioł
życie w trzech odsłonach
miłość i wiara
w szczerość twych uniesień
nadzieja na wspólną
i pogodną jesień

Sen na lepsze dni.












Tylko jedno słowo, jeden znak. Twój gorący oddech. Zbliż się proszę, an tę jedną chwilkę swiat zamilknie. Chce być z Tobą kiedy noc ogarnie miasto. Dotykając Twoich ust zapasć w bezsenność. Z Tobą uciekać w nieznane. Rzucając przeszłosć, rozbijając ją o scianę. Parę słodkich slow, by móc dzień spokojnie zacząć. Chociaż wiem, że nie ma cię często, to jesteś tylko dla mnie. Bo jedno uczucie dwa serca, tysiące chwil przed nami jeszcze. Nie chce widzieć łez, które każą nam się rozstać. Opowiem Ci o wszystkim. O tym jak się boję, jak chcę być z Tobą w snie zachwytu nocą. Okryją nas tam drzewa, gdy zajdą wszystkie słonka. I czując Cię obok opowiem o wszystkim,
jak często się boje i czuje się nikim. Będziemy szli obok, w deszczu maleńkich żółtych kwiatów. Bo to Ty wymyślasz mój wiat. Dajesz uśmiech na dzień dobry - bym mogła wstać. Zabiorę Cię w długa podróż, ostatni uśmiech Ci dam. Jesteś moim najlepszym snem, snem jaki przyszło mi teraz śnić, snem na same pogodne dni, z Tobą będzie mi dużo lżej niż wczoraj gdy miałam do jutro wejść, z Tobą smutku już będzie dużo mniej.
W powietrzu czuję zapach czarnej kawy. Filiżanki ciepło, jak przystań gdy wokół budzi się szaleństwo. Gdy już brak mi sil, snię o czasach z Tobą wspólnie spędzonych..

_____________________________________

Mam swój upragniony i zasłużony wypoczynek. Rozkoszuje się nicnierobieniem. Marnuję cenny czas dla innych. Uciekam przed światem, zamykam się i snie.

Bo inspiruje nas życie!












Nie w oceanie lecz w ciszy najłatwiej jest utonąć.
Znów mylisz, że toniesz? Spokojnie, pomyśl.
Jesteś sam, całkiem sam. W puste umysłu, w krainie ciszy. Zamknij oczy.
Czujesz, spokój ducha, to ogromny dar. Wycisz się, zapomnij o wszystkim. Już nie toniesz, twoje ciało spoczywa w delikatniej tafli nicości.

Jestem tutaj. Dlaczego akurat ja i dlaczego akurat tutaj? Bo ktos tak chciał. Ktos stworzył tu i teraz. Co nim kierowało? Teorie, ideologie..? Prawda jest taka, nie mam pojęcia. Nie znam przyczyny, ale znam skutek Efekt namacalny - jestem!

Jestem młoda "Młodości, ty nad poziomy wylatuj" Taka nieskażona. Pełna nadziei, optymizmu, szans na nowe, może i lepsze życie, inne niż miały wcześniejsze pokolenia. Stąd nie boję się isc. Jeszcze dzis mam siłę i ochotę zmieniać swiat. Widzę, odróżniam, co jest czarne a co białe. Sięgam tak "gdzie wzrok nie sięga". Jestem rozdrożem, patrzysz na mnie i widzisz podrapane plecy, zdarte kolana, ale to mnie nie krępuje, nic mnie nie zatrzymuje, szukam, wciąż szukam. Ponoszę klęski, ale zaraz się zrywam z kolan i idę dalej, szukać lepszego swiata, lepszego życia. Nie wyznaczam sobie granic, bo swiat dla mnie ich nie ma.

Szukam nowych dróg, definitywnie porzucając te stare. Rozsądek dużo podpowiada, uczucia dyktując cos innego. Popełniam błędy, ale nie wchodzę dwa razy do tej samej rzeki. Uczę się zyć. Uczę się uczyć.

Muzyka motyla.











Wybić się wysoko w gore, gdy ktoś obedrze nas z piór sensu życia. Połamie skrzydła wolności i radości. Czujemy się, jakbyśmy byli sami. Pośrodku mroku i ciszy. Wśród własnych krzyków i łez. Nie wolno nam zapomnieć o tym co jeszcze nas czeka. Ile przed nami lotów wśród błękitów i zachodów Słońca. Wiec każdego ranka odrywam się od ziemi. Rozkładam skrzydła i unoszę się wysoko, ponad czas, ponad zło i ból. Nabieram wiatru nadziei. Swoje ręce zatapiam wysoko w błękicie. Otulmy chmury marzeń i z podniesiona głowa lecimy ku sloncu, naszemu największemu marzeniu - nawet gdy oznacza ono tyle co dla Ikara.

A wszystko po to, aby w ciszy poranka usłyszeć muzykę zaklętego motyla - w grubym szkle zamknęła go noc, ale swit go obudzi i ogrzeje Słońcem jego zimne ręce.



------------------------------------------------------------
Kompletny brak czasu. Bardzo duzo nauki, nieprzespane noce daja się we znaki. Na dokładkę jakaś depresja mnie meczy, brak motywacji do jakiekolwiek działania. Wszystko mnie irytuje.

Inny dzień.













We śnie jestem innym człowiekiem, robię co chcę ale sny odchodzą kiedy wstaje nowy, nieznany dzień. Kiedy sen znowu mnie dopada, kiedy staję się jego częścią, czuję się wtedy jak motyl w grubym szkle. Jest dookoła mnie taka cisza, a ja pośród niej tańczę delikatnie pośród nocy mój piękny sen. Świata cztery strony, a w nich ktoś ciągle walczy, roni łzy i gubi się - a ja pragnę najgoręcej w blasku słońca zobaczyć Go - poczuć i przytulić się. Chciałabym aby jak w moim śnie miał spokojny każdy nowy dzień i żeby każdy nowy dzień budził Go słońcem. Żeby od rana aż po zmierzch każdy mógł się cieszyć życiem - chciałabym aby słońca blask zamieszkał w każdym z nas. Pragnę widzieć każdy dzień tak jakby rodził się na nowo cały świat - spojrzeć i powiedzieć mój sen się spełnił..Czy Ty wiesz o czym dzisiaj śniłam o czym marzyłam - czy tak jak ja nie wierzysz, że to już świata kres...Kiedy powiesz mi, a ja powiem Ci, że trudno jest żyć na świecie tylko moim snem ale łatwo jest kochać gdy się tylko tego chce. Chciałabym pokochać znowu mój sen - stać się blaskiem nocy i podróżować wśród bezkresu dni. W ciszy nocy usłyszeć dźwięk. Twych słów pragnę - serca lęk objąć i nie pozwolić zatracić już kolejnego snu. Miałeś być w moim śnie wskazówką na nowy dzień, odnaleźć i bronić mnie, a teraz nie czuję Cię przy mnie. W blasku dnia każdy cień kreśli nową drogę do końca świata - chce odszukać Ją i być coraz bliżej moich pragnień i marzeń. We śnie na najdalszej z gwiazd tam ukryłam swoją miłość.Tam obudzę swe pragnienie niech spełnią się chociaż we śnie. Wierzę że po nocy przychodzi dzień, a z nim obeschną łzy. W ciszy poranka usłyszę muzykę zaklętego motyla - w grubym szkle zamknęła go noc ale świat zbudzi i słońce swoim blaskiem ogrzeje jego zimne serce.. A kiedy sen znów mnie odnajdzie będę szczęśliwa motylem wtedy to już świt nie odnajdzie mnie. Czekam na tą chwilę aż przyjdzie i zasnę w kryształowym śnie. Wyśniona noc w gwiazdach ułoży drogę, po której będę płynąć aż wstanie inny, nieznany dzień..

_________________________________

Zwariowałam na punkcie fraszek Juliana Tuwima, przytoczę tylko jedna, ale zapewniam, że warto przeczytać wszystkie.

PO USZY
Cenię urok Jej wytwornej duszy,
Czar, subtelność i mnóstwo kultury.
Zakochany w niej jestem po uszy
(oczywiście mierząc od góry)

Między ciszą a ciszą.


















Cisza, milczenie. Jakże potrafi być kojące. Uciekając od smutków, łez i problemów - uciekam w ciszę. Jest taka cicha. Kiedy szukam sensu życia, kiedy nie wiem co ze sobą począć, po prostu siadam na fotelu, bezradnie rozkładam ręce i wsłuchuję się w siebie. Czy kiedyś próbowaliście słuchać własnych myśli? Kiedy dokładnie rozważam moje postępowanie i to jak widzę świat, słyszę zazwyczaj dwa głosy w mojej głowie. To one perfidnie zakłócają moje beztroskie nic nie robienie. Często zastanawiam się, skąd one się tak właściwie biorą?
O, na przykład teraz, każdy z nich mówi mi co mam napisać. Intensywnie sprzeczające się głosy. Siedząc w ciszy i moim milczeniu, ponownie wsłuchuję się w to, co do powiedzenia mają moi sprzymierzeńcy z wnętrza głowy. Teraz zastanawiam się, czym jest głos serca, głos rozumu i intuicja. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Nie wyczuwam granic między głosem serca a głosem rozsądku. Czy chodzi o to, ze gdy coś robisz serce zaczyna szybciej bić? A czy chodzi o to, ze rozum zaczyna otrzeźwiać rozszalałe emocje? Nie wiem. Jestem tylko pewna jednego, ze żadne z tych zagmatwanych rozmówców nie jest zgodne w niczym. A gdyby byli, mógłbym swobodnie delektować się ciszą i milczeniem. Niemal zawsze w sytuacjach kryzysowych mam ochotę pozbyć się większości moich umysłowych towarzyszy, tak aby pozostał tylko jeden. No bo jak dokonać wyboru, kiedy szumią ci w głowie rozszalałe trybuny? Aż dziw bierze, ze przy takich rozbieżnościach można normalnie funkcjonować. Chcę w końcu wsłuchać się w tą cholerną ciszę, wyzbyć się głosów, nie myśleć o niczym ważnym. Nie potrafię. Czasem myślę sobie, czy umysłowi towarzysze, a myśli to jest to samo?


___________________________________________

W ogrodzie zakwitł bez. Zrobiłam z niego bukiet. Pachnie w całym domu.
Izka mnie obcykała - ale bez obaw tylko aparatem.

List.




















Dzisiaj.
Od jutra będę inna. Przestane o tobie myśleć, przestane wspominać, przestane czekać. Od jutra wszystko się zmieni i ja się zmienię. Już nie będę porzuconą istotą - będę silna. Będę taka, jaka chciałeś żebym była.
Dzisiaj jeszcze mam swoje chwile słabości, więc biorę długopis i zaczynam pisać list do ciebie.
Pisze list, w którym opisuje każdy dzień spędzony z tobą, każdą chwile. Ostrożnie stawiam słowa, w odpowiedniej kolejności - żeby przypadkiem nie miały do mnie pretensji o to, że ustawiam je tak, a nie inaczej. Stawiam je ostrożnie, bo bardzo nie lubie, gdy słowa krzyczą.
Od jutra będę inna. Nie będą mi już potrzebne chusteczki i te inne drobiazgi, które sprawiały że ten cały smutek był dla innych niewidoczny. Ściągnę tę maskę, którą założyłam z dniem twojego pożegnania i rzucę ją w kąt, który nie będzie mi już potrzebny do chowania siebie i swoich myśli, pozbędę się złudzeń i nadziei.

Piszę list, w którym wszystko się tak pokręciło, a ja nie wiem czy to wina łez czy smutku, który przelewa się przez palce.


Kiedyś przynajmniej potrafiłam wymyślać odpowiedzi, które miały należeć do ciebie. Dzisiaj, nie dość że nie potrafię ich wymyślać, to co gorsza - odpowiedzi nie przychodzą.



Wszystko straciło sens, już nie ma rozmów, w których poznawałam sens życia, już nie ma mnie. Ale od jutra będę inna. Będę silniejsza.
List skończyłam, schowałam do szuflady, gdzie leży ich już kilkanaście.


Jutro.
Piszę list do ciebie. Zaczynam od zdania "Od jutra będę inna."


__________________________________________________

Kolejne chwile refleksji. Boje się nocy wtedy przychodzą te wszystkie myśli, nieraz zapalam lampkę, mam wrażenie, że ze mnie kpi. Ignoruję ją - wyciągam kartkę i pisze, aż do skutku, aż wyrzucę z siebie emocje. Rano budzę się i nie wierzę, że byłam w stanie to zapisać.

Rozmowy niekontrolowane.




















Dochodzę do wniosku, że cierpię na bezsenność. Bezsenność zdecydowaną. Siedzę i myślę skąd może się ta wredota brać. W pokoju duszno, kołdra ciężka; dwa poważne argumenty na moje symptomy bezsenności.

A dobrze znam winowajcę. O tak!

Lu twierdzi, że to nie bezsenność, tylko moja wszechobecna nerwica natręctw na którą (rzekomo) cierpię. O tak! Jeszcze Ty mi dowal.

Wyśniłam sobie kiedyś sen.. postanowiłam w nim, że będę w końcu szczęśliwa. Przygarniam te swoje szczęście ramionami, chowam je pieczołowicie za słowami, przywiązuje aby go nie zagubić. Bałaganiara jestem. Mogłabym je przez przypadek wyrzucić. Pognieść, zaniedbać.
Bycie szczęśliwym to strasznie ciężka sprawa. Trzeba wszystkie własne upiory pochować do szafy.
Trzeba gonić uśmiech często do utraty tchu.
Nie wolno się poddawać. Siadać w przytulnym kącie i kołysać wyjącą duszę, rozczulając się nad nią, głaszcząc ją, potwierdzając jej wszystkie wątpliwości.
Czasami tak nie potrafię. Czasami ból gdzieś tam w środku, nie wiadomo od czego może od świata, a może ode mnie samej, buntuje się. Wyśniłam sobie kiedyś sen..

______________________________________________

Wiosna zawitała na dobre. Spaceruje po ulicach, szukam słońca.

Zupa z wkładką.















Pieprzony czarnuch!

Alleluja!

Komu palemkę? Piękne, kolorowe.. komu palemkę?

Alleluja!

Nie interesują mnie wasze problemy!

Alleluja!

Dlaczego ta kolejka stoi w miejscu?

Alleluja!

...


Prowokacja intelektualna w stylu Davida Pierce'a.

Ładne zęby psa.















Maria Montessori pracująca z dziećmi ulicy opowiadała kiedyś pewną przypowieść, o tym jak Bóg patrzy na ludzi.
Na ulicy leżał zdechły pies. Przechodzą ludzie. Jedni zatykają nos, bo nie chcą czuć zapachu rozkładającego się mięsa, inni odwracają głowę z obrzydzeniem na widok robactwa zjadającego psa. Obok psa przechodzi Jezus. Przygląda mu się uważnie i ku zdziwieniu gapiów mówi: "Jakie ten pies ma ładne zęby!"

Bóg chce dostrzec w nas dobro, mimo wad, mimo naszych błędów. On usiłuje patrzeć na nas przez pryzmat miłości. Ważne jest odkrycie prawdy: że w Jego oczach, nie jesteśmy przegrani. Wtedy budzi się nadzieja i pragnienie zmiany. Zaczynamy wierzyć, że nie musimy być tacy, jacy jesteśmy.


Słyszysz czasami zagłuszony głos twego Serca?
To oznacza, że ktoś daje Ci ostatnią szansę na Szczęśliwe Życie.
Kolejnej szansy już nie będzie. Korzystaj z tej.
Głos twego Mądrego Serca wskazuje Ci drogę do Szczęścia.
Słuchaj go, bo właśnie teraz trwa Twoja ostatnia szansa.
Korzystaj z niej. Podążaj za głosem Serca.

_____________________________________________

Zdjęcie całkowicie z innej beczki, koleżanka upierała się, aby zdjęcia nie wstawiać ale jej błagania nie zostały wysłuchane. Jest zdjęcie.

Drodzy Panie Drogie Panowie.



















Czym dziś jest wolność? Co niektórzy mądrzejsi odpowiadają, że wolność to odpowiedzialność. Czy dziś biorę odpowiedzialność za swoje życie? Czy wolę "wytrzeć sobie gębę" wymówką. Kiedyś rozmawiałam z moją babcią, która mówiła, że dziś to wolimy się okłamywać, kiedy mówiąc kolokwialnie, gówno (sic!) nazywamy złotem. Kiedyś, gdy ktoś zachowywał się nie uprzejmie, nazwany był po prostu chamem. A dziś? A dziś szuka się wymówki, usprawiedliwiając kogoś, bo miał one trudne dzieciństwo, bo miał za ciężkie zabawki, bo miał alergie na owoce itd. A jak mąż bije i katuje dzieci i żonę, posiniaczona kobieta w sądzie zeznaje, że tak naprawdę to ona rozumie swojego męża, bo jego ojciec też był alkoholikiem i miał "ciężką rękę" to mąż musi gdzieś to odreagować. Do ciężkiej cholery, taką postawą sami dajemy przyzwolenie ludziom na takie a nie inne zachowanie. Będąc dorosłymi, sami przyporządkowujemy się do pewnych grup: DDRR, DDA. Zamiast wziąć życie w swoje ręce, wolimy się usprawiedliwić i tkwić dalej ze swoimi wadami i problemami.
Jeszcze bardziej rezolutni mówią, że to wszystko wina kodu DNA, tak już mi w genach zapisano, że będę alkoholikiem to nie będę z tym walczył. I znów obłuda i zakłamanie, na miarę naszych czasów.

___________________________________

Wszystko mnie irytuje i drażni. Chcę wiosny bo zwariuje. A życie moje to sen wariata, więc nie nadążam za samą sobą. Biegnę dalej naprawiać świat. A słówko o zdjęciu: Japonka we własnej osobie, sama siebie nawet przerobiła.

dziękuję.



Dziękuję, nie spodziewałam się wyróżnienia. Nie jest to żadna fałszywa skromność, po prostu, nie uważam, aby mój blog był czymś co zasługuje, na przesadne pochwały. Mimo to ładne się kłaniam i dziękuję.




Wyróżnienie dostałam od niejakiej "Kobiety w oknie" :) ja też pragnę wyróżnić kilka osób:

1) Emma (i Jej genialna Ptasia piosenka)
2) zenza (i wszystko niby zbierane w dni powszednie, a brzmi tak odświętnie)
3) Abre Los Ojos...(open your eyes) (i naprawdę warto otworzyć oczy, na te słowa)

linki, do powyższych blogów, można znaleźć u mnie w zakładce: "I TU BYŁAM"

Stenia i Romek.















Była taka Stenia, która pokochała swojego Romka. Nawet chłopak niezły, ale jak to się kiedyś mówiło "za ładny". Lewe ręce do pracy, przy tym urodzony w niedziele. Tłumaczyli jej: "Nic z tego nie będzie, pójdzie z każdą ładniejszą od ciebie". Mama Steni bardzo mądra kobieta powtarzała: "Dłużej niż rok z tobą nie będzie, może dwa lata". Wtedy Stenia z uporem opowiadała: "To będę przynajmniej dwa lata w życiu szczęśliwa". Już upłynęło osiem lat. Stenie znam osobiście, widziałam jej mieszkanie. Mama Steni też zachwycona. Przy okazji wychwala Romka, bo się okazało, że to "złoty" chłopak. Stać ich na wszystko, ale i tak wszystkim zajmują się sami. On pracuje, po pracy wraca do domu i szlifuje ten ich nowy dom wraz z synem - już sześcioletnim chłopczykiem.
Gdy się patrzy na to wszystko, powraca zdanie Steni "To będę przynajmniej dwa lata w życiu szczęśliwa". Wygrała. Potrafiła wyrwać tego zapatrzonego w siebie pięknisia z kręgu egoizmu. Stenia wygrała.

Przypomina mi się teraz taka chińska anegdota. Pewien sędzia, nie wiedział jak trafić na trop mordercy. Miał kilku podejrzanych. Postanowił więc zamknąć ich na noc w ciemnej celi. Wychodząc powiedział: "Jutro okaże się, który z was zabił. Na plecach winnego los wypisze napis: morderca". Rano wypuścili więźniów i rzeczywiście jeden z nich miał hańbiący napis z tyłu. "Jak to możliwe?", zapytał sędziego. On zaprowadził go do celi i zapalił światło. Na ścianach pokoju kredą w kilku miejscach wypisany był wyraz "morderca". "Wiedziałem, że ten, który będzie winny, ze strachu całą noc spędzi oparty o ścianę tak, żeby nikt nic nie mógł mu wypisać na plecach"
Anegdota ta kojarzy mi się bardzo z nami ludźmi, którzy chcą coś w życiu wygrać. Tylko, czy będziemy mieć tyle wiary, tyle uporu co Stenia, aby wygrać całe życie?

___________________________________

Na górze M. Tu przyłapana na ławce w parku. Poszukuję wiosny.

:)















Dziś tak banalne święto, ale mimo wszystko z całego serca życzę Wam abyście Drogie Kobietki odnalazły w ciszy swoje myśli i marzenia, w bliskich Wam osobach siłę i piękno stworzenia, w otaczającym świecie radość istnienia, w kolorach, smakach i zapachach, wielkość natchnienia, a w sobie miłość. I abyśmy jak najlepiej wykonywały powierzone nam zadanie: bycia Kobietą.

A od rana powtarzam za Alicją Majewską..

Mieć z pół kilo biżuterii, kapelusze takie duże
i od stałych wielbicieli wciąż dostawać listy, róże.
Na bankietach, wernisażach pokazywać się codziennie...
Być kobietą - ta tęsknota się niekiedy budzi we mnie.

Ekscentryczną być kobietą - przyjaciółki niech nie milkną,
czas niech płynie w rytmie walca, dzień niech jedną będzie chwilką.
Jakaś rola w głównym filmie, jakiś romans niebanalny...
Być kobietą w dobrym stylu, Boże, daj mi...

Gdzieś wyjeżdżać niespodzianie, coś porzucać bezpowrotnie,
łamać serca twardym panom, pewną siebie być okropnie...
Może muzą dla poetów, adresatką wielkich wzruszeń?
Być kobietą w każdym calu kiedyś przecież zostać muszę!

___________________________

Na zdjęciu nasza Ewka, która za kilka dni obchodzi urodziny, więc wszystkiego najlepszego już dziś.

Skapitulowałam?



















Nocne rozmyślania o zaufaniu. Nie wiele z tego wyszło, ale jedno jest pewne: zaufanie jest spoiwem, łączy ludzi, zbliża ich do siebie.
Przyjrzyjmy się bliżej zaufaniu w związku, gdzie jest ono fundamentem. Pomaga tworzyć nową jakość życia. Dlaczego tak wiele osób nie ufa swojemu partnerowi czy partnerce? Dlaczego tak się dzieje, że tak wiele osób ciągle swojego partnera sprawdza, kontroluje? Moim zdaniem, wynika to także z braku zaufania do samego siebie. Człowiek, który nie potrafi zaufać boi się odrzucenia. Decydując się na bycie w związku decydujemy się na otwarcie przed drugą osobą a tym samym – odkrywamy się i jesteśmy bardziej wrażliwi na zranienie. Jednak powinniśmy pamiętać, że cokolwiek zdarzy się w związku – nasze „ja” przetrwa. Nie powinniśmy obawiać się straty – ponieważ tak naprawdę nic byśmy nie stracili.
Można wymieniać bez końca jakie są przyczyny konfliktów, zranień między ludźmi, jednym z czynników na pewno jest brak zaufanie. Co ostatecznie prowadzi do ochłodzenia stosunków i zmiany zachowania.
Inną sytuacje mamy w chwili, gdy ktoś nie chce nam zaufać? Warto wtedy sięgnąć pamięcią wstecz i sprawdzić, a może wyczerpaliśmy limit zaufania. Czy należy się kolejna szansa?
Czy ludziom można zaufać? A może to tylko puste słowa?
Przepraszam, ale to Was zostawiam z tymi pytaniami.

_________________________________

Coraz rzadziej tu bywam z braku czasu. Wzięłam na siebie zbyt dużo obowiązków, teraz nie wiem z czego zrezygnować. I żeby tylko nie wyglądało to na przyznanie się do skapitulowania. O nie!

Zmiana dekoracji.
















Lubię, jego ciepły głos, lubię dotyk jego dłoni, ten wyraz skupienia na twarzy gdy mnie słucha. Lubię sposób rozmawiania z nim, gdy odpowiadamy sobie cytatami z książek, piosenek lub filmów.
Nikt mnie nie rozumie tak jak on. Wszyscy dookoła znają tylko chropowatą skorupę, w której żyje - opryskliwą, zimną, inną tak bardzo niedostępną. On jeden zajrzał do środka, chciał odnaleźć prawdziwą mnie i odnalazł.
Kruchą, wrażliwą, spragnioną miłości. Tylko przy nim jestem sobą. Tylko przy nim odsłoniłam swoje tajemnice i najmroczniejsze zakamarki. Zna każdą moją myśl, zanim zdążę ją wypowiedzieć. Cały mój świat. Początek i koniec. Obecny w każdym moim dniu, w każdej kropli deszczu. Przyjaciel.

Może zamiast wysilać się na naiwne definicje szczęścia skorzystać z tego co powiedział Huxley, że szczęście podobne jest do koksu, otrzymuje się je w formie produktu ubocznego, podczas wytwarzania innego fabrykatu.
Robię błąd w podstawowym procesie życia. Nie tylko nie uzyskuję upragnionego produktu ubocznego, ale okazuje się, że i ten główny to tylko zwoje zmarnowanego czasu.
A wszystko to substytuty, szczęścia, miłości, bezpieczeństwa, zaufania.


____________________________________________________

Maki, jeszcze z wakacji. Gdzieś koło Konstancina takie rosną.
Powrót do rzeczywistości, nauka, zajęcia.

Z życia wzięte!


















- Załóżmy, że się właśnie zakochałaś z wzajemnością - zaczęła swój wywód J.
- Jak już jesteśmy przy zakładaniu, to nie mam na jutro niczego sensownego w co mogłabym się wcisnąć, pomożecie?
- Czujesz lekkie oszołomienie, euforie i takie tam - kontynuowała Japonka, całkowicie ignorując moje pytanie. Nie myślisz wtedy o porażkach i nieudanych związkach.
- Ja myślę
- Ty Anka będziesz się zamartwiać nawet w raju - zawyrokowała Ewka - cierpisz na nerwicę natręctw.
- Dokończę, pozwólcie. Więc kiedy coś przeżywamy, to żyjemy tym co jest teraz a nie tym co było. Mignie nam jakaś myśl, nadzieja, ale przeżycie pozostanie przeżyciem. Aż wreszcie jedno z przeżyć stanie się tym najważniejszym. Nic więcej nas tu nie spotka, w tym życiu. Może dlatego go tak przeceniamy. Nasze życie przypomina rzadki gładki kisiel, pod warunkiem że na samym wierzchu czeka na nas maleńka wisienka. I co mam racje? Tryumfowała Japonka.
- Masz racje, niestety - wyznałam całkowicie zbita z tropu
- Dlaczego NIESTETY? - rzuciła panna J.
- Twoje wyjaśnienia świadczą jak niewielu ludzi ma w życiu cel. Żyją od chwili do chwili. Płyną jak kłody, a życie ciągnie ich za nogę. A wy popełniacie ten sam błąd. - A Ty? - zapytała zadziornie Ewka
- Ja, wyznaczyłam sobie cel i do niego dążę.
- Może tylko Ci się to wydaje, a w rzeczywistości płyniesz razem z innymi kłodami? Powiedziałam to i uśmiechnęłam się łobuzersko :)

Tak więc dalej toczyły się bardzo owocne rozmowy na temat życia i przemijania. Kiedyś się wykończę. Schudłam :)

Stanęłam na wadze. Cztery kilo mniej!
- I kilka lat więcej - złośliwości Ewki
- Zazdrościsz mi, że mieszczę się w esce! - odgryzłam się, dopinam spodnie w które nie mieściłam się od roku - Małe esss jak sophisticated, sexy..
- .. stupid! - wgniotła mnie w podłogę Ewka

Ewka stanowczo za dużo czyta (szczególnie ta Sowa źle na nią wpływa). Japonka zaganiana od rana do nocy. A ja leczę skutki mojej głupoty.

______________________________________

Na zdjęciu sama J. dzięki urodzie i włosom ma taki przydomek jaki ma.

Smak słów.








(...)
- tak, więc słucham..
- jesteś zagadkowa, frapujesz mnie, od pierwszej chwili, umiesz słuchać, jesteś bezpośrednia, masz fotograficzną pamięć. Bywasz sentymentalna, nieśmiała, zawstydzona, czuła, wrażliwa, aby za chwilę stać się wyuzdaną do granic wulgarności. Lubię rozmowy z Tobą szeptem o tym dlaczego płaczesz. Od początku sprawiałaś wrażenie niedostępnej. Podobałaś mi się na tyle, aby "zainwestować" czas.
- mój przyjaciel :)
(...)

Granice szczerości.



















Wydawałoby się, że z bliskimi najlepiej mówić bez ogródek. Czasem jednak warto chwilę się zastanowić, by nie zranić czyichś uczuć. Trudno wyobrazić sobie miłość, przyjaźń, małżeństwo bez szczerości. Ona jest nam potrzebna w życiu. Jednak są sytuacje, kiedy może zranić, zaniepokoić, sprowokować do zazdrości, a nawet poważnie skłócić.
Szczerość nie oznacza wypowiadania swojego zdania bez zastanowienia. Szczere wygłaszanie opinii bywa krzywdzące, rani uczucia, zniechęca do drugiego człowieka. Czasem komentowanie tego, co ma miejsce w związkach innych, przekazywanie wątpliwych informacji na ich temat, wprowadza wiele nieporozumień, a czasem wręcz niszczy przyjaźnie, czy nawet związki. Bo mówienie prosto z mostu nie jest poprzedzone przemyśleniem, zastanowieniem się nad konsekwencjami. Taka osoba mówi to, co w danej chwili przychodzi jej do głowy. Jest wtedy skłonna do oceniania innych. Wydaje jej się, że ma rację, a opinia przez nią wygłaszana jest słuszna. Zazwyczaj tak nie jest i trzeba sobie zdawać z tego sprawę.


Podałam mu talerz z kanapkami.
- dziękuję - powiedział zaskoczony - anioł nie kobieta
- tylko realistka - sprostowałam i dodałam: faceta w tym wieku nie da się wychować, można go tylko nauczyć swojego imienia
- znasz życie i facetów - padła kolejna trafna uwaga
Nie, nie będę zaprzeczać, spodobała mi się, ale nie dałam mu tego po sobie poznać.
- jedź i nie przyzwyczajaj się za bardzo do tego, nie będę ci usługiwać

____________________________________________________

Kolejna fotka podrzucona prze pannę J. tym razem zlepek kilku zdjęć, po przerobieniu, dało świetny (moim zdaniem) efekt.
Kolejny tydzień za mną. Czekam na następne. A w przerwach w czekaniu słucham Anji Garbarek.

3xZ















Zdarzają się różne rzeczy w życiu człowieka. Zdarza się też i to. Że nagle coś się kończy (myślę sobie, że jak ktoś mówi, że nagle to okłamuje sam siebie). Zawsze są jakieś symptomy, oznaki, tego co ma nadejść. Coś wkrada się niepostrzeżenie, wkrada się rutyna, która z czasem staje się irytująca. Bez słów. Coś staje się niepokojące. W całym tym zamieszaniu, nie zauważamy, że coś się dzieje, coś złego. Nie widzimy, że się od siebie oddalamy. Gdy już czujemy podświadomie zbliżający się kryzys, niekiedy jest już za późno.
I wtedy przychodzą te najgorsze uczucia, złości, bólu. Nie, nie można generalizować, że stało się tak, bo.. stało się.
Analizujesz każdy moment, szukasz przyczyn. Bezskutecznie.
Mam teraz dla Ciebie dwie wiadomości: dobrą i złą: która pierwsza? zła.
Trzeba to przetrwać, mimo tych wszystkich uczuć. Nie bój się płakać, nie bój się uczuć.
A teraz dobra wiadomość: wyjdziesz z tej całej sytuacji bogatsza w nowe doświadczenia. Będziesz silniejsza. Odkryjesz to już niedługo, może za miesiąc, może za tydzień. Spojrzysz do tyłu z dystansem, na który może Cię teraz nie stać.

____________________________________________________

Zajęta, zabiegana, zmęczona. Zdjęcie znów pomagała zrobić panna J. zima, śnieg, trzeba go wykorzystać.

Ideały?



Mówi się o znieczulicy społeczeństwa, o tym, że nie reagujemy na cierpienie innych. Jest nam obojętna sytuacja drugiego człowieka, jeśli tylko nam jest dobrze. Żyjemy jak pasożyty, kosztem kogoś innego. Nie bacząc na jego sytuację, po prostu nastawiamy się na „branie”.Zapominamy nawet o etyce i moralności. Wyścig szczurów jest dla nas najważniejszy, a walce o miejsce na podium, poświęcają niektórzy wszystkie swoje wartości. Co jest ważne dla człowieka przełomu tysiącleci? Jakie ma zasady? Spoglądając krytycznie na innych i siebie samą nasunął mi się wniosek, co najmniej smutny i pesymistyczny. „Świat hołduje marności”! Pieniądze, oszustwo - to wartości dnia dzisiejszego. Od reguł zawsze są wyjątki, ale tacy niestety zwykle jesteśmy. W młodości pełni pomysłów, widzący świat tylko w pozytywach, niestety zapominamy o swoich przekonaniach, gdy napotykamy na jakieś trudności. Często zmusza do tego życie, czasem po prostu brakuje nadziei, odwagi i wytrwałości. Dążenie do własnych racji, bycie wiernym swoim ideom nigdy nie było łatwe. I chociaż jest to cecha bardzo cenna, może prowadzić do osamotnienia. Człowiek taki często musi się sprzeciwiać innym. Być wiernym sobie, to być buntownikiem.

____________________________________

Wymyśliłam sobie idealny świat, a teraz po prostu nie jestem w stanie osiągnąć mojego planu. Boję się samej siebie. W moim życiu pewne są tylko 2 rzeczy: śmierć i Kevin sam w domu w każde kolejne święta.
Zdjęcie dzięki pomocy panny J. ja użyczyłam tylko swoich włosów i wisiorka.

Samotność.















O samotności mówi, już Stary Testament. Gdy w Księdze Rodzaju czytamy: "niedobrze być człowiekowi samemu".
Samotność człowieka, nieporównywalna z samotnością zwierząt. Możemy wybiegać w przyszłość - w swoją starość, rozstrzygać. Wśród morza ewentualności: tego co potrzebne, i niekoniecznie przydatne, tego co dobre i złe, tego co szkodliwe i mniej szkodliwe, tego co piękne i tego co bolesne, tego co uczciwe i zakłamane, tego co opłacalne i mniej opłacalne. Trzeba rozstrzygać, nie dając się zwieść zgubnym propozycjom. Nie zgubić się, ani na chwilę, ani na moment. A przede wszystkim, wrócić, gdy się w tym wszystkim pogubi. Przyznać się do błędu, że się kogoś skrzywdziło.
W tym wszystkim potrzebny jest człowiek, ktoś kto pomoże, ostrzeże, upomni. Kogoś kto nie odejdzie, nie zostawi, gdy zdarzy się czas niepowodzeń, gdy wszyscy się odsuną, zapomną. Pocieszy, albo po prostu pomilczy razem z człowiekiem. Da nadzieję, radość. Potrzeba człowieka, który pomorze się starzeć. Przy którym zawsze będzie się czuć dobrze, bezpiecznie, który zaakceptuje słabości. A na jego twarzy nigdy nie zobaczy się pogardy, wstrętu. Człowiek jako istota społeczna, stworzona do miłości.

_______________________________________________________

Zastanawiam się w jakie słowa ubrać myśli. Co było ważne? A co nic nie warte? Pytania dla mnie bardzo ważne jako autorki owych zwerbalizowanych myśli. Stawiam sobie granice. Sama je ustalam i są sumą mojej wiedzy, doświadczeń i przemyśleń. Nie każdy musi się na nie zgadzać, a nawet nie byłoby wskazane, aby każdy się zgadzał. Jednak nikt nie może mi ich odebrać. Tak samo jak moich poglądów. Bo wiadomo od dawna, że jak się nie ma co się lubi.. i tak dalej.
Zdjęcie, dzięki pomocy mojej ukochanej J. która zawsze ma genialne pomysły. I jak nikt w świecie, zna się na programach do retuszu zdjęć.

Życie to nie jest jebajka.

















Wczoraj, kiedy twoje imie
ktos wymówił przy mnie głośno, tak mi bylo, jakby róża
przez otwarte wpadła okno.
Dziś, kiedy jesteśmy razem, odwrociłam twarz ku ścianie. Róża?
Jak wygląda róża?
Czy to kwiat? A może kamień?


Są królewny uwięzione w szkalnych górach, w zamkach, których pilnuje smok. Rycerze, którzy pną się na szczyty, kruszą kopie. Są wciąż królewicze, zaczarowani w dzikie brzydkie bestie; chłopcy, których serce zamieniło się w sopel lodu.
I może zdarzyć się cud (coraz więcej cudów przewiduję) gdy spotkają kogoś, kto ich pokocha. Wtedy czar staci swą moc, ginie zły urok, spada ciężar. I te brzydkie istoty zamieniają się w pięknych ludzi.
I my dostrzegamy pewne sytuacje. Są chłopcy, którym do serca wpadł okruch zła, czyniąc z nich złych mężczyzn. Są królowe, nie lubiące słońca. Ale jest i odwrotnie są dziewczyny, które pokochują te bestie i chłopcy potrafiący kochać te żaby. Miłośc to zauroczenie, oczarowania. Nikt nie zachwyca się bublem, nie oczarowuje go nic co nie ma wartości. Dajesz wszystko co masz i czym jesteś. Miłość zmienia ludzi, nie ważne ile masz lat. Miłość zmienia cię zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie. Piękniejesz, często wychodzisz ze swej małości, z egoizmu. Przeobrażasz się dla kogoś.
Czy to co czujesz jest prawdziwe (myślę, że mogę użyć tego słowa)legitymuje to co robisz: czy dajesz za darmo, bezinteresownie, a nic nie żądasz w zamian. W momencie gdy mówisz/słyszysz zdanie "ja dla ciebie tyle, ty dla mie nic" w tym momencie kończy się miłość (zakładając, ze w ogóle była). Gdy zaczynasz obliczać, żywa kalkulacja, wyżyma wszystko z uczuć. Gdy dajesz to kochasz, gdy przestajesz dawać, przestajesz kochać. Zaczynasz się targować, wykłócasz o każdy detal - ile uśmiechów, słów, gestów.

___________________________________________________

Znów stoję na rozstaju dróg. Sama. Boże jakie to banalne! Zarazem znów staję się niezrozumiała, nie tylko dla samej siebie. Wysprzątałam idealnie cały dom, jest sterylnie czysto. Czasami nie lubię siebie samej za pedanterie. Ale w takim porządku łatwiej zaprowadzić porządek w środku.

Nurt miłości.




Są różne nurty w życiu człowieka. Nie wątpliwie najważniejszym jest miłość - potrzeba kochania i bycia kochanym.
Miłóść ma różne formy. I tak na przykład, dziecku, które się narodzi, najbardziej potrzebna jest obecność matki.
Potem kolejny etap: intensywniejszych poszukiwań miłość. Są pierwsze (jak na jego miarę) duże uniesienia i zawody. Ale te wszystkie uczucia nie zahamują dalszego poszukiwania.
Później czas dorastania, szukania partnera, na całe życie. Okres moim zdaniem najpiękniejszy, czas zachwytu drugim człowiekiem.
Często te młodzieńcze miłości, na zawsze łączą ludzi. Małżeństwo. Czas wspólnego budowania życia. Wtedy, każdy nawet najdrobniejszy element przestaje być dzielony. Owocem tej miłości staje się dziecko. Małe bezbronne, tak bardzo kochane. Miłość do tego dziecka - przez wszystkie burze, gdy zacznie się usamodzielniać. Chwila gdy uwolni swą rękę z ręki rodzica i powie "ja sama". Miłośc, która zamieni się w przyjaźń - przyjaźń tak wielce nienaruszalną, że nie można jej porównać z żadną inną.
Aż przyjdzie starość - gdzie wydawałoby się, że krzywa miłość zapadnie w nicość. Przerzedzone włosy, zniszczona twarz, która mówi, jak wiele się przeżyło. Wydawać mogło by się, że koniec, trzeba tylko czekać, na śmierć najpierw duchową, poźniej fizyczną. Za dużo tych niepewnych słów, za dużo "chyba" albo "wydawać by..". A może zdarzy się cud. Gdy na kolana takie starego człowieka wdrapie się wnuczka i z wielkim uczuciem powie "jak bardzo Cię kocham dziadku". Trochę taka miłość popołudniu..

_________________________________________________

Głowa boli. Mimo to pod wpływem chwili i wczorajszych wydarzeń powstała notka. Jest i zdjęcie, dzięki pomocy mamy, która ze starej szafy wygrzebała kasete. Znów coś nie tak z tym światłem.