Między ciszą a ciszą.


















Cisza, milczenie. Jakże potrafi być kojące. Uciekając od smutków, łez i problemów - uciekam w ciszę. Jest taka cicha. Kiedy szukam sensu życia, kiedy nie wiem co ze sobą począć, po prostu siadam na fotelu, bezradnie rozkładam ręce i wsłuchuję się w siebie. Czy kiedyś próbowaliście słuchać własnych myśli? Kiedy dokładnie rozważam moje postępowanie i to jak widzę świat, słyszę zazwyczaj dwa głosy w mojej głowie. To one perfidnie zakłócają moje beztroskie nic nie robienie. Często zastanawiam się, skąd one się tak właściwie biorą?
O, na przykład teraz, każdy z nich mówi mi co mam napisać. Intensywnie sprzeczające się głosy. Siedząc w ciszy i moim milczeniu, ponownie wsłuchuję się w to, co do powiedzenia mają moi sprzymierzeńcy z wnętrza głowy. Teraz zastanawiam się, czym jest głos serca, głos rozumu i intuicja. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia. Nie wyczuwam granic między głosem serca a głosem rozsądku. Czy chodzi o to, ze gdy coś robisz serce zaczyna szybciej bić? A czy chodzi o to, ze rozum zaczyna otrzeźwiać rozszalałe emocje? Nie wiem. Jestem tylko pewna jednego, ze żadne z tych zagmatwanych rozmówców nie jest zgodne w niczym. A gdyby byli, mógłbym swobodnie delektować się ciszą i milczeniem. Niemal zawsze w sytuacjach kryzysowych mam ochotę pozbyć się większości moich umysłowych towarzyszy, tak aby pozostał tylko jeden. No bo jak dokonać wyboru, kiedy szumią ci w głowie rozszalałe trybuny? Aż dziw bierze, ze przy takich rozbieżnościach można normalnie funkcjonować. Chcę w końcu wsłuchać się w tą cholerną ciszę, wyzbyć się głosów, nie myśleć o niczym ważnym. Nie potrafię. Czasem myślę sobie, czy umysłowi towarzysze, a myśli to jest to samo?


___________________________________________

W ogrodzie zakwitł bez. Zrobiłam z niego bukiet. Pachnie w całym domu.
Izka mnie obcykała - ale bez obaw tylko aparatem.

2 komentarze:

Emma pisze...

Aniu! niestety też mam takich duchowych doradców, którzy tylko sieją zamęt zamiast wspierać.

Gombrowicz napisał, choć nie pamiętam gdzie, że jesteśmy wypadkową tego, co myślą o nas inni. i chyba to prawda. jesteśmy też wypadkową wewnętrznych doradców: serca, rozumu i intuicji. każdy człowiek, którego spotykamy na swojej drodze zostawia jakąś czastkę siebie, którą my wchłaniamy...taka układanka bez końca...

pozdrawiam ciepło!

Yo pisze...

Nigdy nie wiem,kiedy kończy się we mnie cisza, a już zaczyna milczenie