Rozmowy niekontrolowane.




















Dochodzę do wniosku, że cierpię na bezsenność. Bezsenność zdecydowaną. Siedzę i myślę skąd może się ta wredota brać. W pokoju duszno, kołdra ciężka; dwa poważne argumenty na moje symptomy bezsenności.

A dobrze znam winowajcę. O tak!

Lu twierdzi, że to nie bezsenność, tylko moja wszechobecna nerwica natręctw na którą (rzekomo) cierpię. O tak! Jeszcze Ty mi dowal.

Wyśniłam sobie kiedyś sen.. postanowiłam w nim, że będę w końcu szczęśliwa. Przygarniam te swoje szczęście ramionami, chowam je pieczołowicie za słowami, przywiązuje aby go nie zagubić. Bałaganiara jestem. Mogłabym je przez przypadek wyrzucić. Pognieść, zaniedbać.
Bycie szczęśliwym to strasznie ciężka sprawa. Trzeba wszystkie własne upiory pochować do szafy.
Trzeba gonić uśmiech często do utraty tchu.
Nie wolno się poddawać. Siadać w przytulnym kącie i kołysać wyjącą duszę, rozczulając się nad nią, głaszcząc ją, potwierdzając jej wszystkie wątpliwości.
Czasami tak nie potrafię. Czasami ból gdzieś tam w środku, nie wiadomo od czego może od świata, a może ode mnie samej, buntuje się. Wyśniłam sobie kiedyś sen..

______________________________________________

Wiosna zawitała na dobre. Spaceruje po ulicach, szukam słońca.

4 komentarze:

Emma pisze...

jak się zmęczysz to mogę pokołysać Twoją wyjącą duszę :-)

ciumas!

Zeruya pisze...

Mam nadzieję, że słońce się znalazło !

...bezsenność niejedno ma imię... :)

Yo pisze...

Tak, w klinicznych opisach nerwica natręctwa bardzo często ma zielone oczy :)
(moja też...)

Sosunia ;) pisze...

Miłość :) Piękna sprawa, choć czasem bolesna...
Nie warto siedzieć ze swymi smutkami. Trzeba wyjść do ludzi, ewentualnie podzielić się smutkami - na serduchu lepiej! Wszystkiego dobrego! :*