Z chorobą jest tak jak ze śmiercią. Jest faktem, nie jest karą.
Gdy ktoś dotknięty cierpieniem zapyta : dlaczego ja? Nie ma na to dobrej odpowiedzi.
Zawsze gdy słyszę to pytanie nie odbieram tego jako chęci wytłumaczenia sobie dlaczego zaistniało nieszczęście, choroba, cierpienie, tylko prośby o pomoc w poszukaniu sensu tego wszystkiego. Jeśli cierpiący człowiek znajdzie w tym co go spotkało jakikolwiek sens przestaje zadawać to pytanie. Wszystkie próby odpowiedzi na to pytanie muszą oprzeć się na tym w co pytający wierzy, w czym pokłada nadzieję. Nie ma jednej odpowiedzi, którą przyłożymy jak szablon, bo i ludzie wokół nas nie są szablonami z tektury. Każdy jest inny, ma różną wrażliwość, inaczej widzi, słyszy, czuje ból.
Dlatego, kiedy słyszę: dlaczego ja? Patrzę komuś prosto w oczy i daję mu opowiedzieć swoją historię. Jeśli tego oczekuje, tłumaczę, że nie ma prostej odpowiedzi, że musi znaleźć ją sam w sobie. Czasem rzucam podpowiedzi ...
Może stało się tak dlatego, że Pan Bóg zobaczył w Tobie silnego człowieka, który uniesie ten ciężar. Pan Bóg nigdy nie daje ludziom na barki ciężarów, których nie potrafią unieść.
Może dlatego, że Ty poradzisz z tym sobie jak nikt inny.
Może dlatego, że Bóg zaplanował, byś zatrzymał się w drodze przez życie i mógł dokonać w nim zmian zanim będzie za późno?
Bywa, że ktoś już w tych podpowiedziach znajdzie punkt oparcia, bywa, że wciąż nie umie sobie poradzić. Ja to pytanie odbieram, jako kolejny etap choroby, przez który mogę pomóc komuś przejść. Mogę towarzyszyć mu w poszukiwaniach, ale nie mogę odnaleźć satysfakcjonującej go odpowiedzi za niego i bez niego.
Z pytaniami egzystencjalnymi jest jak z nieuleczalną chorobą. Możesz być obok, łagodzić, pomagać, ale nie możesz jej zabrać, nie możesz wziąć na siebie bólu, zmęczenia.
Ucieczka
-
Czasem jest chęć uciec od wszystkiego i wszystkich. Zamknąć się za
masywnymi drzwiami, ogrodzić grubym i wysokim murem, może jeszcze
zamontować monitor...
1 rok temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz