!

Dziś moje szaleństwo sięgnęło szczytu. Dałam sie namówić (pierwszy i ostatni raz) na świateczne zakupy. I to był błąd. Sklep po brzegi wypchany ludźmi. Masa produktów, przedmiotów. Kolorowe, kiczowate Mikołaje. Kolędy sączące się z głośników. Kilometrowe kolejki. Zabiegani, rozkrzyczani ludzie.
Gdzie w tym chaosie, znaleźć ciszę. Chwilę czasu, aby pomysleć o całej istocie tych świąt. Atmosfera (a właściwie jej brak) tych świąt. Wszystko polega na kupowaniu, braniu, nabywaniu.
Jak byłam, mała, czekałam zawsze na ten dzień. Mama od rana krzatałą się po kuchni, tata i brat stroił choinkę. Wzyscy roześmiani. Wieczorem zasiadaliśmy do tej najważniejszej kolacji. Aby wspólnie dzielić te chwile. Wzajemniej obdarzać sie uśmiechami. Poprostu ze sobą być. Liczyła się obecność. Dziś w swoim domu, staram sie podtrzymać te wszystkie piękne tradycje, które chociaż przez chwilę przywracaja swiąteczną atmosferę.

I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole. Bardzo bym chciała.

Kolęda dla nieobecnych.

A nadzieja znów wstąpi w nas
Nieobecnych pojawią sie cienie
Uwierzymuy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie
I choć przygasł świąteczny gwar
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj
Wbrew tak zwanej ironii losu

Daj nam wiarę, że to ma sens
Że nie trzeba żałować przyjaciół
Że gdziekolwiek są dobrze im jest
Bo są z nami choć w innej postaci
I przekonaj, że tak ma być
Że po glosach tych wciąż drży powietrze
Że odeszli po to by żyć
I tym razem będą żyć wiecznie

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole

A nadzieja znów wstąpi w nas
Nieobecnych pojawią się cienie
Uwierzymy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie
I choć przygasł świąteczny gwar
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj
Wbrew tak zwanej ironii losu

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole
Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole.

Blady swit.

Niepewny ,blady świt
przegnał rozgwieżdżoną noc.

Senne jezior wody
gładką falą rzęs
łowią nadal widma snu
rumieńcem barwiąc twarz.

Oddech mgieł przesłania
poranka pierwszy brzask.
Skroń w dywanie traw
krople rosy w źdźbłach
Spokoju niewinność ciepłem promieniuje
z rzeźbionej ręką mistrza
postaci marmurowej.
Proste linie, krągłe łuki
otulone światłocieniem

Piękno twej prostoty sennego istnienia.

Inspiracje.

Genialny film, zainspirowana nim tworzę przemyślenia. Adwokat diabła. Doskonały film ze świetną rolą Al Pacino. Kilka zdań, wyrwanych z kontekstu: "Bóg to sadysta. Daje sprzeczne zasady. Patrz ale nie dotykaj. Dotykaj, ale nie próbuj. PRÓBUJ! ale nie połykaj. Kiedy ty przystępujesz z nogi na nogę, co on robi? Zrywa boki ze śmiechu!
Próżność to mój ulubiony grzech." Warta uwagi jest także nasza postawa. Zaskakujące, jak potrafimy wbić się w schemat. Wpadamy w pułapkę tych samych słow, gestów, mysli.
A poźniej druga refleksja, na temat prawdy. Ile w naszym życiu, warta jest prawda? Jaka rolę odgrywa? Czy zawsze stoi na pierwszym miejscu? Czy moge ją zmieniać, tak, żeby to mnie było wygodnie? A może to prawda taka Judaszowa, warta 30 srebrników. I co później, czy moja historia skończy sie podobniej jak historia Judasza?
Więc trzeba nam wybierać, ja nie mówię, że wybór od razu będzie trafny. Ale w końcu, będzie to nawrócenie. A więc methanoia, a więc zmiana myślenia. Zmiana życia.
To chyba tak na adwent mnie wzięło.

Właściwie to sama nie wiem.

Dziś miało być o typach ludzi. Ale sie wypompowałam z weny.
Jak świat światem każdy znas jest inny, indywidualny. Nie da się ludzi poszufladkować, przyporządkowac to czegoś, przypiąc pinezką. Ale da sie jakby okreslić.
Tak więc, możemy wyróżnić: tych, którzy głośno krzyczą, walą po mordzie i Ci którzy cicho żebrzą o miłość. Są ludzie, którzy ciągle gdzieś biegną, ciągle coś kupują, ciągle sprawdzają innych, w poszukiwaniu potwierdzenia siebie. Jest grupa pozerów, którzy zagrają prawie każdą rolę, by tylko nie pokazać swojego smutku i prawdziwego oblicza.
Są kobiety, które wiedzą co odsłonić, co i jak powiedzieć, by przez chwilę być królewnami; są faceci co napinają mięśnie i żrą świństwa, by pokazać panienkom i innym facetom, że są w porządku. Są panie urzędniczki, które przez osiem godzin dziennie rządzą innymi, są panowie lekarze, co czują się jak władcy życia. Pojawiają się księża co myślą, że są rozdawcami Boga samego. Są zakonnice, co przez swoje umartwione ręce chciałyby pokazać wszystkim jak bardzo się poświęciły. Spotykam nauczycieli co boją się swoich dzieci, a w szkole są ekspertami. Są dzieci, które udają dorosłych i czterdziestolatki co taplają się w błotku. Są politycy, którzy na świeczniku pokazują całe chamstwo tego świata. Są kloszardzi, co w cichości zdobywają kolejną butelkę jabola i kromkę do przegryzienia. Są Żony, które zawsze odczuwają skutki przesolonej zupy i ich mężowie, co zawsze się im zdaje, że ta była przesolona właśnie. Są i żony tak silne, że panowie ichniejsi muszą w okularach (przyciemnianych) łazić nawet w nocy.
Cholerny, kochany świat.

Twoje cztery twarze.

Znów na pierwszy plan wychodzi człowiek. Dziś o jego naturze.
Każdy z nas ma jakieś oblicza. Inaczej zachowujemy sie w pracy, gdzie wymagana od nas jest powaga i kompetencja. Inaczej w szkole, gdzie powinniśmy być odpowiedzialni i skupieni. Inaczej wśród paczki znajomych.
Każda z tych grup zna nasze oblicze. Zawsze inne. Raz czujemy sie pewnie i na więcej możemy sobie pozwolić, innym razem krępujemy się. Ale zawsze najswobodniej czujemy się w domu. Zaszywamy się w swoim kącie, otoczeni znajomymi przedmiotami. I to tu ujawnia się nasza prawdziwa tożsamość. Często bujającego w obłokach marzyciela, który prze cały dzień powstrzymuje się, aby nie odfrunąć w marzeniach. Nerwusa, który cały dzień walczy z pokusą wykrzyczenia tego co myśli. A wymieniać tak można w nieskończoność.
Ukrywamy to nasze prawdziwe oblicze. Może dlatego, że dzięki niemu czujemy się wolni. Może chcemy mieć coś tylko dla siebie. Każdy ma taki drugi świat, tak żeby mieć swoje sacrum i aby to sacrum nie zmienić na profanum, taki wewnetrzny spokój, jakąś alternatywe na ten świat, gdzieś się zaszyć i przeczekac ten zły moment. Znów wyszło patetycznie. Moralizuje.

O wszystkim i o niczym.

Rodzisz się. Od dziecka uczysz się życia, nabywasz umiejętności i wiarę. Nie ma co się okłamywać, rodzisz się bez wiary w Boga. Wszystko trzeba człowiekowi w łeb wtoczyć, pewne uwarunkowania, sposoby zachowania i myślenia. Ograniczona jest jego zdolność percepcji. Wszystko jest do pokonania. Dlatego Wierzący tak broni się przed logicznymi argumentami, i tak broni wiary i kościoła, ponieważ w przypadku braku tych czynników nastapiłaby destrukcja jego osobowości. Co ciekawsze odczuwa strach, nie strach przed Bogiem, ale strach przed DRUGIM CZŁOWIEKIEM MYŚLĄCYM INACZEJ. Strach ten spowodowany jest właśnie możliwością zachwiania konstrukcji osobowości Wierzącego.Wierzący propaguje wiarę, czasami nawet posuwając sie do skrajności. Tak, więc dziecko, od najmłodszych lat zostaje szkolone, jak nie stać sie odmieńcem i iść za innymi. Czesto zmusza go to tego brak tolerancji.

A jak serial Ci się kończy,to znaczy że go nigdy nie oglądałeś?
Cholera, miłośc to nie serial.
Takie odruchy, czasami ma sie ochotę komuś pokazac gest Kozakiewicza, odwrócić się na pięcie i już nigdy tu nie wrócić. Albo poprostu włącza na się odruch Pawłowa. Ze skrajonści w skrajność. Po co udawać świętojebliwego?
Chyba jednak wyszło o niczym.