O wszystkim i o niczym.

Rodzisz się. Od dziecka uczysz się życia, nabywasz umiejętności i wiarę. Nie ma co się okłamywać, rodzisz się bez wiary w Boga. Wszystko trzeba człowiekowi w łeb wtoczyć, pewne uwarunkowania, sposoby zachowania i myślenia. Ograniczona jest jego zdolność percepcji. Wszystko jest do pokonania. Dlatego Wierzący tak broni się przed logicznymi argumentami, i tak broni wiary i kościoła, ponieważ w przypadku braku tych czynników nastapiłaby destrukcja jego osobowości. Co ciekawsze odczuwa strach, nie strach przed Bogiem, ale strach przed DRUGIM CZŁOWIEKIEM MYŚLĄCYM INACZEJ. Strach ten spowodowany jest właśnie możliwością zachwiania konstrukcji osobowości Wierzącego.Wierzący propaguje wiarę, czasami nawet posuwając sie do skrajności. Tak, więc dziecko, od najmłodszych lat zostaje szkolone, jak nie stać sie odmieńcem i iść za innymi. Czesto zmusza go to tego brak tolerancji.

A jak serial Ci się kończy,to znaczy że go nigdy nie oglądałeś?
Cholera, miłośc to nie serial.
Takie odruchy, czasami ma sie ochotę komuś pokazac gest Kozakiewicza, odwrócić się na pięcie i już nigdy tu nie wrócić. Albo poprostu włącza na się odruch Pawłowa. Ze skrajonści w skrajność. Po co udawać świętojebliwego?
Chyba jednak wyszło o niczym.

Dziś już wiem.

Dziś juz wiem. Podjęłam dobrą decyzje. Sporo czasu zajęło mi, aby otwarcie się do tego przyznać. Przed sobą a przede wszystkim przed nim.
Stało się, byłam wściekła. Nie mogłam mu tego wybaczyć, tym bardziej, że tak wiele od niego usłyszałam. Tyle fałszywych obietnic. Plany, życzenia, marzenia.
Nie dałam sobie nic wytłumaczyć, chciałam, żeby jak najszybciej się to skończyło. Próbowałam oszukać samą siebie. Nie było czasu na zastanowienie się. Pod wpływem emocji wykrzyczanych było tyle słow.
Mimo rodzących się wątpliwości, ani przez moment, nie żałowałam swojej dycyzji.
Ktoś raz zarzucił mi, ze jestem zbyt uparta. Że nie dałam mu się wytłumaczyć. A ja poprostu chciałam się uchronić przed kolejnym kłamstwem i oszczędzić sobie przykrych sytuacji. Bardzo wygodnie. Wiem. Dziś już wiem.

niewiadomo skąd zjawiaja sie zakatrzone,
wyprosza łzę, żal i ból
posiedzą, podumają i jak gośc nieproszony
nim się rozwidni znikną już..

Nitka.

Pewien dobry, aczkolwiek słaby chrześcijanin spowiadał się,
jak zwykle, u swojego proboszcza. Jego spowiedzi przypominały zepsutą płytę:
zawsze te same uchybienia, a przede wszystkim ten sam poważny grzech.

- Koniec tego! - powiedział mu pewnego dnia zdecydowanym tonem proboszcz.
- Nie możesz żartować sobie z Boga.
Naprawdę ostatni już raz rozgrzeszam cię z tego przewinienia.
Pamiętaj o tym!

Ale po piętnastu dniach człowiek znów przyszedł do spowiedzi wyznając ten sam grzech.
Spowiednik naprawdę stracił cierpliwość:

- Uprzedzałem cię, że nie dam ci rozgrzeszenia.
Tylko w ten sposób się nauczysz...

Poniżony i zawstydzony mężczyzna podniósł się z klęczek.
Dokładnie nad konfesjonałem, zawieszony był na ścianie wielki, gipsowy krzyż.
Człowiek wzniósł nań swe spojrzenie.
I właśnie w tym momencie gipsowy Chrystus z krzyża ożywił się,
podniósł swoje ramię i uczynił znak przebaczenia:
"Rozgrzeszam cię z twojej winy..."

Każdy z nas związany jest z Bogiem, pewną nitką.
Kiedy popełniamy grzech, ta nić się przerywa.
Ale kiedy ubolewamy nad naszą winą - Bóg zawiązuje na nitce supełek
i w ten sposób staję się ona krótsza. Przebaczenie zbliża nas do Boga.

Spowiedz.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,
Formuły tej nauczył mnie przyjaciel.
Myślałem o spowiedzi w formie listu,
Lecz słowa napisane - brzmią inaczej.
Nie zmusza mnie do tego próżność, trwoga,
Ciekawość, nawyk, nastrój tej świątyni.
Nie wierząc w Boga - obraziłem Boga
Grzechami następującymi..

Bo widzę, że ta spowiedź - to piosenka -
Dla siebie ją samego wykonuję..
To też grzech - więcej grzechów nie pamiętam,
Ale tego jednego - nie żałuję!

Kilkakrotnie słuchałam tej piosenki, jakże proste a zarazem prawdziwe słowa. Bez zbędnego patosu, rozczulania się nad sobą. Słowa wypowiadane jak na spowiedzi: szczerze. Może trochę zdawkowo, może chaotycznie, może zbyt cicho.. ale trafiają do ucha, trafiają do serca.

dźwięcznie.

ach zostań proszę moim
nadwornym wirtuozem,
a ja się pod dotknięciem
w symfonię boską złożę.

i nie posłyszysz fałszu
ósemką czy półnutką,
w refrenach, parafrazach
wydźwięczę ci wszyściutko.

Zbyt uparta.

Odtrącić przeszłość? Czy aby tak się da? Ile to razy usiłuje zapomnieć, a to wszystko powraca nieraz z zdwojoną siłą! Męczą mnie takie personalne wycieczki w czyjeś życie. A co z tą przyszłością? Czy lepiej ją oswajać,pozbawiać lęku,,uznać za swoją trampolinę ku przyszłości? Czy zmazać, żyć tym co jest teraz bez zbędnych marzeń, wspominania, rozpływania się w patosie nad tym co było dobre i zgrzytania zębami nad tym co bolesne? Nie sprawia mi radośći to wszystko i im bardziej w to brne tym bardziej się gubię.
Wczoraj mnie zapytano, czy ludzie są nieomylni? Fakt, mając szansę trzeba ja dobrze wykorzystać, a nie zaprzepaścić. A tłumaczenie kłamstwa, że jest ono dla mojego dobra jest według mnie troszeczkę nie na miejscu. Może będę kiedyś tego żałować. Może, ale gdybanie tu nic nie pomoże. Stało się. Robię to co jest dla mnie w tym momencie najlepsze (nie, nie najwygodniejsze). Powinnam pomyśleć o przysłości. Ale to narazie czarna dziura.

Parasol na smutki.

Mieszkam w wysokiej wieży otoczonej fosą
Mam parasol, który chroni mnie przed nocą
Oddycham głęboko, stawiam piedestały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Stawiam świat na głowie do góry nogami
Na odwrót i wspak bawię się słowami
Na białym czarnym kreślę jakieś plamy
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Mieszkam w wysokiej wieży, ona mnie obroni
Nie walczę już z nikim, nie walczę już o nic
Palą się na stosie moje ideały
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały

Stawiam świat na głowie do góry nogami
Na odwrót i wspak bawię się słowami
Na białym czarnym kreślę jakieś plamy
Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały


Też bym taka chciała. Zamknąć się w komnacie na samym szczycie wieży. Być małą, bardzo małą. Nie znać co to smutek, ból, żal. Mieć swój dziecinny świat. Nie przejmować się ludźmi, zachowaniami, nie dbać o jutro.
Jedno sie tylko nie zmienia.. Stawiam świat na głowie do góry nogami na odwrót i wspak bawię się słowami na białym czarnym kreślę jakieś plamy.. mój świat, juz dawno jest postawiony do góry nogami.